Jak Orange postanowiło pozbyć się wieloletniego abonenta cz. 3

Jak Orange postanowiło pozbyć się wieloletniego abonenta cz. 3

Jak pisałem w poprzedniej notce, podczas mojej wizyty w salonie Orange w Galerii Katowickiej w dniu 17 stycznia nawet konsultant nie był w stanie dokopać się do odpowiedzi na moją ostatnią reklamację – widocznie tej w systemie po prostu nie było. Zaproponowano mi więc połączenie telefoniczne z Warszawą.

Po długim okresie czekania i katowania mnie głośną, skrzeczącą, kiczowatą „muzyczką”, niczym prawdziwe objawienie maryjne odezwała się do mnie konsultantka, stwierdzając, że feralnego 4 grudnia transfer 106 gigabajtów został zużyty przez… smartfona Sony Xperia E.

Pytam więc, skąd taka informacja, skoro ten smartfon nie ma nawet możliwości technicznych, żeby obsłużyć tak dużą ilość transferu w tak krótkim czasie. Pani na to odpowiada, że „tak jej napisali z działu technicznego” i że ona tylko może to przeczytać, ewentualnie połączyć mnie z działem technicznym. O co też poprosiłem, ciekaw co powie jej kolega.

Powiedział to samo, właściwie z upartością godną starego osła powtarzał jak mantrę, że transfer 106 gigabajtów w dniu 4 grudnia został nabity przez smartfona Sony Xperia E. Ja tłumaczę facetowi, że smartfon nie ma technicznie możliwości technicznych pozwalających na obsłużenie 106 gigabajtów w ciągu doby (gdzie tam doba – połączenie mogło trwać co najwyżej 9,5 godziny, gdyż na wykresie połączeń jedno jest o 12:00 a następne koło 21:30!). Jednym uchem wleciało, drugim wyleciało – transfer 106 gigabajtów w dniu 4 grudnia został nabity przez smartfona Sony Xperia E, transfer 106 gigabajtów w dniu 4 grudnia został nabity przez smartfona Sony Xperia E, transfer 106 gigabajtów w dniu 4 grudnia został nabity przez smartfona Sony Xperia E, transfer 106 gigabajtów w dniu 4 grudnia został nabity przez smartfona Sony Xperia E, transfer 106 gigabajtów w dniu 4 grudnia został nabity przez smartfona Sony Xperia E… a jedyne co mi może jeszcze zaproponować, to złożenie tu i teraz reklamacji drogą telefoniczną. Co też uczyniłem.

Mając jednak na względzie, że facet może coś pokręcić (w końcu nigdy nie ma się pewności, czy konsultant po drugiej stronie kabla aby na pewno napisał w reklamacji to, co my chcieliśmy zawrzeć, a nie to, co podpowiedziała mu wyobraźnia), postanowiłem następnego dnia wysłać pocztą kolejną, jeszcze dłuższą reklamację, tym razem już na 9 stron A4. Tym razem zawarłem w niej wszystko, co przyszło mi do głowy, a co w moim mniemaniu mogło okazać się istotne dla przebiegu całej sprawy.

Ciąg dalszy w następnej notce…

Views All Time
1
Views Today
2

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *