Jak Orange postanowiło pozbyć się wieloletniego abonenta cz. 2

Jak Orange postanowiło pozbyć się wieloletniego abonenta cz. 2

Tak więc 8 grudnia 2014 r. rozpoczęła się moja trwająca do teraz (bite dwa miesiące) walka z Orange o anulowanie niesłusznie naliczonej kwoty na rachunku. Już w pierwszym dniu, natychmiast po otrzymaniu SMS-em powiadomienia o blokadzie połączeń wychodzących, złożyłem dwie reklamacje. Dlaczego dwie? Pierwszą podczas rozmowy telefonicznej z Biurem Obsługi Klienta, drugą – w myśl zasady „co na papierze to na papierze” – w salonie Orange w Katowicach-Ligocie. Konsultanci w obu przypadkach uskuteczniali pierdzenie pod tytułem „sprawie nadany został najwyższy priorytet, więc odpowiedź powinna być w ciągu 2 dni”.

W panelu klienta w Orange Online pojawiły się dwa zgłoszenia dotyczące obu reklamacji.

Dzwonię następnego dnia zapytać, czy coś w sprawie ruszyło – nie. Ale w Orange Online pojawiło się nowe, trzecie już zgłoszenie. Nazajutrz dzwonię raz jeszcze – nic. A w panelu czwarte zgłoszenie.

Priorytet tak bardzo, wow. Odpowiedź pojawiła się po 9 dniach, oczywiście negatywna. Tę odpowiedź wysłano do mnie drogą elektroniczną oraz z nieco większym opóźnieniem pocztą. A co w odpowiedzi? „System nie popełnił błędu”, „połączenie z dnia 4 grudnia o 12:00 zostało staryfikowane poprawnie”, „połączenie zostało przeprowadzone w 3G więc transfer został policzony jak należy”, „wszystko jest w porządku”, a na koniec – uwaga! – „mamy nadzieję, że nasza odpowiedź spotka się z Pana akceptacją”.

Hahahahahahahaha… nie!

Natychmiast przystąpiłem do sporządzenia reklamacji pisemnej, która ostatecznie rozrosła się do 5 stron A4. Opisałem tam całą sytuację, załączyłem wykresy połączeń oraz screen z panelu zarządzania Airboxa z ilością zużytego transferu. Operator twierdził, że dozwolony transfer przekroczyłem o 106 gigabajtów, Airbox pokazywał jednak tylko 70 (tu muszę zaznaczyć, że w trakcie pisania reklamacji w urządzeniu była włożona inna karta – starter, ponieważ obowiązywała wtedy promocja świąteczna z pakietami 3 giga za 3 złote to korzystałem z tego bardzo intensywnie, od umieszczenia karty w urządzeniu zużyłem już około 10 gigabajtów, więc w momencie zablokowania połączeń licznik wskazywał ok 60). Niestety nie przyszło mi do głowy żeby sprawdzić licznik w smartfonie, który – jak się później okazało – w okresie między 1 a 8 grudnia zużył marne 210 megabajtów. To był mój błąd – brak screena z telefonu. Mając jednak na uwadze sposób traktowania klientów przez Orange (czytałem dużo dyskusji na forum, na którym aż roi się od skarg niezadowolonych klientów, między innymi na bezpodstawnie naliczone zużycie transferu), podejrzewam, że wiele by to nie zmieniło.

W pisemnej reklamacji wymieniłem również urządzenia, poprzez które łączę się z siecią Orange – wspomniane wcześniej Airbox i Sony Xperia E Dual SIM.

Na odpowiedź na tę reklamację przyszło mi czekać prawie miesiąc, operator jednak zmieścił się w ustawowym terminie 30 dni i udostępnił odpowiedź w połowie stycznia. Udostępnił, oczywiście przez panel w Orange Online, nie wysyłając jej jednak drogą elektroniczną.

Tu mała uwaga – w panelu klienta od co najmniej listopada występuje błąd uniemożliwiający pobieranie stamtąd załączników. A właśnie w taki sposób Orange udostępnia odpowiedzi na zgłoszenia. Po małym śledztwie na forum oraz w komentarzach na blogu firmowym okazało się, że usterka nie została usunięta nawet mimo wielokrotnego zgłoszenia tego problemu przez kilku klientów. Po prostu olew totalny.

Zniecierpliwiony, udałem się 17 stycznia do salonu Orange w Galerii Katowickiej. I tu kolejna niespodzianka – również konsultant nie mógł nigdzie znaleźć rzeczonej odpowiedzi na reklamację. Widział tylko wszystkie poprzednie, tej najnowszej – nie.

Ciąg dalszy w następnej notce…

Views All Time
1
Views Today
1

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *